2024, t. 7, nr 2 (14), poz. 21
2024, vol. 7, No. 2 (14), item. 21
Budowa prawa przyszłości musi zacząć się od zrozumienia, czym jest prawo. Od wieków refleksja nad prawem rozwijała się w ramach kilku głównych paradygmatów, m.in. pozytywizmu, prawa naturalnego, realizmu prawniczego. Tymczasem prawo ontologicznie nie jest ani zbiorem norm, ani realizacją wartości czy praktyką społeczną. Prawo to dynamiczne pole potencjalności, które określa rozkład szans na realizację rozmaitych stanów społecznych w każdej konkretnej sytuacji. Każde działanie redukuje potencjalność i wpływa na rozkład prawdopodobieństw w przyszłości. Źródłem prawa są wszystkie zdarzenia, które wpływają na tensory prawdopodobieństwa w danym punkcie pola - będą to zarówno akty prawne, jak i orzeczenia sądów, decyzje administracyjne, jak i indywidualne zachowania podmiotów. Także pojęcia, konstrukcje wynikające z tego pola potencjalności mają charakter probabilistyczny. Przykładowo podmiotowość nie jest właściwością przypisaną raz na zawsze do jednej kategorii bytów, lecz jest tylko rozkładem prawdopodobieństwa uznania określonego bytu za podmiot w danym kontekście i czasie.
Pojęcia kluczowe: ontologia prawa, probabilistyczna teoria prawa, cyborgizacja, podmiotowość, pole prawne
Rozwój współczesnych technologii fundamentalnie przekształca strukturę społeczną, rozszerzając zarazem granice ludzkiego doświadczenia i redefiniując pojęcie podmiotowości. Procesy te zachodzą oczywiście na wielu płaszczyznach – tutaj interesuje nas cyborgizacja, ale uwagi poniższe można odnieść do całej płynnej przyszłości. Technologie ingerujące w ludzkie ciało i umysł – od zaawansowanych implantów, przez interfejsy neuronowe, po sztuczną inteligencję zintegrowaną z organizmem i hybrydowe układy biologiczno-maszynowe – generują sytuacje, które stanowią bezprecedensowe wyzwanie dla nauki prawa. Cyborgizacja, rozumiana jako głęboka integracja człowieka z technologią, wymusza nie tylko nowe pytania dogmatyczne, ale także konieczność przeformułowania podstawowych kategorii i pojęć ontologicznych prawa. Potrzeba nowego spojrzenia na to, czym jest prawo i zbudowania nowej teorii. Na tym fundamencie powstanie prawo przyszłości.
Od wieków refleksja nad prawem rozwijała się w ramach kilku głównych paradygmatów: pozytywizmu, prawa naturalnego, realizmu prawniczego, teorii systemowych czy pragmatyzmu. Nie ma tu oczywiście ani miejsca, ani potrzeby by analizować, czy choćby skrótowo prezentować, tysiącletni dorobek filozofów prawa. Można jednak podsumować, że każdy z tych nurtów bazował na określonym rozumieniu rzeczywistości prawnej – jako zbioru norm, decyzji, wartości, praktyk społecznych lub zamkniętego systemu komunikacyjnego. Wspólnym mianownikiem tych koncepcji było też przekonanie, że prawo można ująć jako względnie stabilną strukturę opartą na trwałych kategoriach: osoby, rzeczy, czynności, normy, źródła prawa czy wartości. Kategorie te traktowane były jako punkt wyjścia – baza, do której można się odwołać przy interpretacji i stosowaniu prawa.
Jednak wejście w epokę cyborgizacji i gwałtownego rozwoju technologii obnaża ograniczenia tych stanowisk. Podmiotowość przestaje być jednoznaczna – staje się spektralna i relacyjna. Tożsamość wykracza poza biologiczne ciało, a granice między człowiekiem i maszyną, osobą i algorytmem, rzeczą i podmiotem zaczynają się zacierać. Pojawiają się nowe byty – hybrydy technologiczno-biologiczne – które nie mieszczą się w tradycyjnych, binarnych klasyfikacjach. Współczesne systemy prawne coraz wyraźniej ujawniają swoją fragmentaryczność. Świat społeczny, który prawo próbuje regulować, jest z natury zmienny, nieostro zdefiniowany, pełen napięć i konfliktów aksjologicznych. Systemy prawne są wewnętrznie niespójne, pełne wyjątków i warstw historycznych. Kategorie pojęciowe, które uchodziły za fundamenty myślenia prawniczego, okazują się archaiczne i relatywne – podlegają nieustannej reinterpretacji w odpowiedzi na zmiany społeczne, kulturowe i technologiczne.
Prawo nie jest sumą norm, zbiorem decyzji, efektem praktyki czy narzędziem w rękach władzy. Nie daje się też w całości zredukować do systemu wartości czy komunikacyjnych operacji. Wyjaśnienia istoty prawa wzajemnie się wykluczają, a zarazem – w różnych kontekstach – wydają się prawdziwe. Tymczasem odpowiedź zawsze była blisko, a od co najmniej stu lat – jest na wyciągnięcie ręki. Skoro świat jest probabilistyczny, jak można było nie dostrzec, że i prawo jest niczym innym niż polem prawdopodobieństw?
Pole potencjalności to metafora, ale także narzędzie teoretyczne: pozwala zobaczyć, że każda sytuacja prawna, każdy akt działania czy decyzji, każda nowa technologia i każda zmiana społeczna nie tyle „dodaje” coś do katalogu norm, ile przekształca cały układ możliwych rozstrzygnięć. Pole to nie ma oczywiście charakteru przestrzennego – jest wyobrażoną przestrzenią, składającą się z określonych punktów wskazujących na tensory prawdopodobieństwa określonego zdarzenia – zachowania ludzi, w tym rozstrzygnięć sądowych czy decyzji administracyjnych. Tensor w tym ujęciu to metafora wielowymiarowej konfiguracji sił wpływających na prawdopodobieństwo aktualizacji określonego rozstrzygnięcia – jest lokalną strukturą pola potencjalności. W danej chwili istnieje nie jeden „stan prawny”, lecz cały rozkład potencjalnych rozstrzygnięć, z których pewne są bardziej, a inne mniej prawdopodobne. To, który wariant się zaktualizuje — czyli zostanie zrealizowany w konkretnej sytuacji — zależy od złożonej i zmiennej konfiguracji czynników: treści przepisów, praktyki orzeczniczej, oczekiwań społecznych, presji aksjologicznej, innowacji technologicznych, indywidualnych działań oraz przypadkowych zbiegów okoliczności.
Wyobraźmy sobie, że analizujemy prostą z pozoru sytuację: obywatel przechodzi przez jezdnię na czerwonym świetle. Zgodnie z przepisami regulującymi ruch drogowy czyn ten jest zabroniony. Jednak to, czy naruszenie spotka się z reakcją ze strony władzy publicznej nie jest deterministycznie przesądzone przez samą treść normy. Prawo działa tu jako punkt pola potencjalności: istnieje cała gama możliwych scenariuszy — od całkowitego zignorowania czynu, przez zwrócenie uwagi przez innych uczestników ruchu, po nałożenie mandatu lub nawet bardziej poważną interwencję w przypadku zagrożenia bezpieczeństwa. Każdy z tych wariantów jest możliwy i ma swoją „szansę na aktualizację” — prawdopodobieństwo, które wynika z lokalnej konfiguracji pola: obecności funkcjonariusza, praktyki w danym mieście, zwyczajów społecznych, a nawet pogody czy ruchu na drodze.
Co więcej, każda decyzja i każde rozstrzygnięcie nie tylko kończą dany przypadek (tzn. redukują potencjalność określonego punktu pola prawnego), lecz również przekształcają pole potencjalności na przyszłość. Jeżeli przez dłuższy czas normy są łamane bez konsekwencji, maleje prawdopodobieństwo, że w podobnej sytuacji przepis zostanie wyegzekwowany — tensory punktu pola kalibrują się w kierunku tolerancji. Jeśli zaś dojdzie do spektakularnej interwencji, konfiguracja potencjalności zmienia się, zwiększając szansę na egzekwowanie normy także w innych przypadkach. Prawo nie tyle „obowiązuje” lub „nie obowiązuje”, lecz — bardziej precyzyjnie — rozgrywa się jako dynamiczna gra prawdopodobieństw.
Nie istnieje zatem sztywna hierarchia – przepisy to tylko jedno z równoprawnych źródeł prawa. Każdy nowy przepis prawa stanowionego, ale też każda decyzja sądu, zmiana społeczna, innowacja technologiczna, zbiorowe a nawet indywidualne zachowanie osób, modyfikuje rozkład tensorów pola i wpływa na przyszłe prawdopodobieństwa. Źródła prawa są relatywne i dynamiczne: ustawa może w pewnych okolicznościach mieć mniejsze znaczenie niż masowa praktyka społeczna czy nowa technologia, która zmienia granice możliwych działań.
Przywołajmy inny przykład: spór o odpowiedzialność za nową technologię medyczną. Tradycyjne podejście szukałoby jednoznacznej odpowiedzi: kto ponosi odpowiedzialność za awarię implantu — pacjent, lekarz, producent? Normatywista szukałby odpowiedzi w przepisach, naturalista – w wartościach, realista – w obserwacji praktyki sędziów. Tymczasem odpowiedzialność ta jest funkcją wielu zmiennych: przepisów prawnych, wcześniejszych orzeczeń, opinii biegłych, społecznego postrzegania technologii, wartości chronionych konstytucyjnie oraz bieżącego kontekstu. W jednym przypadku odpowiedzialność zostanie przypisana pacjentowi, w innym — lekarzowi, w jeszcze innym — producentowi, a czasem będzie ona rozproszona. Prawdopodobieństwo zaistnienia określonego rozstrzygnięcia jest zależne od konfiguracji wpływów wszystkich tych czynników. W różnych okolicznościach ich wpływ na rozkład prawdopodobieństwa będzie się zmieniał. Jeśli w konkretnej sytuacji to treść przepisów przede wszystkim kształtuje rozkład szans w punkcie pola, dla zewnętrznego obserwatora prawo może być utożsamiane z przepisem. Jeśli z kolei to pewne przypadkowe okoliczności wpływają na wynik sprawy – realista to właśnie uzna za prawo. Tradycyjne koncepcje myliły się, utożsamiając dominujące tensory pola prawnego za samo prawo. Prawo nie jest zatem zbiorem przepisów albo orzeczeń, nie jest systemem wartości ani praktyką społeczną. Jest dynamiczną, wciąż aktualizującą się siecią możliwości, w której realne rozstrzygnięcia (decyzje ludzi) są zawsze efektem złożonych, często nieprzewidywalnych oddziaływań.
Wyobraźmy sobie spór sądowy dotyczący prawa do korzystania z przestrzeni publicznej: pewna grupa obywateli organizuje cykliczne manifestacje na placu w centrum miasta, powołując się na konstytucyjną wolność zgromadzeń. Jednocześnie właściciele okolicznych nieruchomości skarżą się na utrudnienia w dostępie do swoich posesji oraz na zakłócenie porządku. Przyjmijmy, że przepisy w danym państwie nakładają zarówno obowiązek poszanowania własności, jak i ochrony wolności zgromadzeń, ale nie rozstrzygają jednoznacznie, która wartość ma w danym kontekście pierwszeństwo. Tradycyjne koncepcje prawa próbowałyby znaleźć odpowiedź w hierarchii norm, precedensach lub ogólnych wartościach. Jednak w praktyce sądowej decyzja będzie rezultatem złożonej interakcji: aktualnej sytuacji politycznej, nastrojów społecznych, wcześniejszych decyzji sądów, argumentacji stron, a nawet presji medialnej czy obecności organów bezpieczeństwa. Nie istnieje jedno „prawo”, które pozwala podać „prawidłowe” rozstrzygnięcie opisanego kazusu. Można jedynie mówić o prawdopodobieństwie zaistnienia różnych decyzji sądu - i to właśnie ten rozkład prawdopodobieństwa jest prawem. W pewnych okresach szanse aktualizacji normy gwarantującej wolność zgromadzeń będą rosły (na przykład w czasie liberalizacji społecznej), w innych zaś – przeważać będzie ochrona porządku publicznego lub własności. Decyzja sądu czy urzędnika nie jest z góry przesądzona, lecz jest rezultatem „aktualizacji” konkretnej możliwości w ramach pola potencjalności, które stale się zmienia pod wpływem nowych czynników.
Podsumowując, prawo to dynamiczne pole potencjalności, które określa rozkład szans na realizację rozmaitych stanów prawnych w każdej konkretnej sytuacji. Prawo nie jest tu zamkniętym katalogiem przepisów czy decyzji, ale procesem nieustannej aktualizacji relacji i możliwości, w którym formalne źródła prawa, działania, praktyki społeczne i przyjmowane wartości współtworzą tensor potencjalności, wpływający na to, jakie rozstrzygnięcie stanie się rzeczywistością w danym momencie. Każdy czynnik – nowy przepis prawa stanowionego, orzeczenie sądu, presja społeczna, zmiana aksjologiczna i technologiczna a nawet zdarzenie jednostkowe modyfikuje rozkład szans na aktualizację określonych możliwości i jest źródłem prawa. W danym „punkcie” pola prawnego, tensor określa, jak rozkładają się prawdopodobieństwa poszczególnych decyzji, wyroków czy praktyk. Każda decyzja zmieniając rozkład szans na przyszłe aktualizacje. W efekcie prawo jest zawsze w ruchu, bezustannie się kalibrujące w każdym punkcie, otwarte na nowe wpływy i podatne na złożone, często nieprzewidywalne interakcje czynników, które decydują o jego aktualnej postaci. Ostatecznie pytanie „co jest prawem?” wydaje się źle postawione, bo kluczowe jest pytanie „jakie są szanse, że prawo w danej sytuacji zaktualizuje się w określony sposób – i co decyduje o zmianie tego rozkładu?”.
Nie oznacza to jednak, że słuszność mają realiści prawniczy. Trzeba odróżnić konkretną aktualizację jednego z możliwych scenariuszy (np. decyzję sądu, zachowanie obywatela, interwencję urzędnika) – od samego pola prawnego jako struktury opisującej cały rozkład potencjalności. Realizm prawniczy myli efekt z istotą: utożsamia prawo z jego przejawem, nie dostrzegając, że to, co się dzieje w praktyce, jest jedynie jedną z możliwych materializacji układu sił prawnych. Źródłem prawa nie jest jedynie praktyka orzecznicza, lecz cały zbiór czynników wpływających na rozkład szans aktualizacji różnych stanów prawnych – od przepisów, orzeczeń i decyzji, przez wartości aksjologiczne i normy społeczne, po zmiany technologiczne i historyczne uwarunkowania. Realizm błędnie identyfikuje te aktualizacje (czyli konkretne decyzje) jako prawo samo w sobie, pomijając istnienie szerszej, dynamicznej struktury, która je umożliwia.
Pole prawne jako rozkład prawdopodobieństw z istoty rzeczy zakłada, że mogą występować sprzeczności w orzecznictwie czy rozbieżności interpretacyjne na różnych poziomach działania prawa. Nie są to „błędy systemu”, nie jest to dowód na chaos, niewydolność czy wadliwość prawa, lecz są one naturalną konsekwencje tego, że rzeczywistość prawna jest polem rozkładów prawdopodobieństwa. Niejednolitość orzecznictwa czy wszelkich innych decyzji prawnie relewantnych jest po prostu wyrazem tego, że różne scenariusze mają w różnych miejscach i czasie różne szanse aktualizacji – w zależności od lokalnej konfiguracji czynników, odmiennych tensorów pola oraz stopnia ich „splątania” z innymi sprawami i kontekstami. Norma prawna może być raz interpretowana szeroko, innym razem wąsko, a czasami niemal ignorowana – i to przez te same instytucje, a nawet tych samych orzeczników. Pole potencjalności obejmuje zarówno sytuacje, w których szansa na daną interpretację jest bliska jedności (i rozstrzygnięcia są przewidywalne), jak i te, w których rozkład jest rozproszony i luz decyzyjny jest szeroki. Sprzeczności w orzecznictwie nie są więc w tym ujęciu sprzecznościami rzeczywistości prawnej, lecz po prostu aktualizacjami różnych możliwości, które pole prawa w danym momencie rzeczywiście dopuszcza. Innymi słowy, nie ma tu prawdziwej „sprzeczności” – są tylko różne realizacje możliwych scenariuszy, których szanse zmieniają się wraz z każdą nową decyzją, orzeczeniem, zmianą społeczną czy technologiczną.
Decyzja, która zapadła w jednym miejscu czy czasie (na przykład wyrok, zmiana prawa, przypadek społeczny), wpływa na konfigurację pola nie tylko lokalnie, lecz również w szerszej skali – zmienia szanse na podobne rozstrzygnięcia w innych, często odległych, przypadkach. W ten sposób pole potencjalności jest strukturą splątaną i wzajemnie powiązaną: każda zmiana w jednym miejscu może oddziaływać na inne elementy systemu, a propagacja wpływu zależy od stopnia podobieństwa spraw, siły medialnego przekazu czy autorytetu decydenta. Można zilustrować to przykładem istotnego wyroku (np. sądu najwyższego), który w nowatorski sposób interpretuje konstytucyjną wolność wypowiedzi w kontekście nowych mediów społecznościowych. Bezpośredni wpływ tej decyzji jest lokalny – dotyczy konkretnej sprawy i jej uczestników. Jednak za sprawą mechanizmu splątania pola potencjalności, wyrok ten niemal natychmiast wpływa na tysiące innych sytuacji: sądy niższych instancji, regulatorzy, dziennikarze i zwykli obywatele dostosowują swoje działania, a szanse na zaistnienie podobnych rozstrzygnięć w przyszłości gwałtownie rosną. Zatem tensory prawdopodobieństw w innych punktach pola zmieniają się. Jednocześnie, jeśli nowe okoliczności społeczno-polityczne lub rozwój technologii sprawią, że ten precedens przestanie być społecznie akceptowany, rozkład szans w punkcie pola ulegnie przesunięciu i kolejne decyzje mogą pójść w zupełnie innym kierunku – nawet bez zmiany samego przepisu prawa.
Prawo jako pole potencjalności nie ogranicza się jedynie do rzeczywistych decyzji sądowych, administracyjnych czy oficjalnych aktów wydanych przez organy państwa. Obejmuje ona całość zachowań i decyzji wszystkich uczestników życia społecznego, o ile mają one jakiekolwiek prawne znaczenie – są prawnie relewantne, choćby potencjalnie. Wyraźnie widać to na przywołanym już przykładzie osoby, która podchodzi do przejścia dla pieszych i widzi czerwone światło. Decyzja, którą podejmie pieszy, jest właśnie aktem aktualizacji jednej z możliwości, których prawdopodobieństwa określa tensor punktu pola prawnego: może się zatrzymać i poczekać na zielone światło, może przejść na czerwonym, może wycofać się z przejścia. Każda z tych decyzji ma określone prawdopodobieństwo, które wynika z układu czynników w danym miejscu i czasie – od normatywnych (przepisy ruchu drogowego), przez społeczne (jak zachowują się inni piesi), aż po przypadkowe (pojawienie się pojazdów, warunki pogodowe). Z perspektywy pola potencjalności, każda z tych opcji jest elementem rozkładu szans na aktualizację rozmaitych zachowań prawnie relewantnych. Akt podjęcia decyzji przez pieszego jest więc wybraniem jednego wariantu z dostępnego rozkładu, który redukuje ten punkt pola potencjalności do określonej, jednostkowej decyzji. Decyzja ta nie jest jednak aktem wyizolowanym: wpływa na tensor potencjalności dla innych uczestników tej samej sytuacji. Jeśli pieszy zdecyduje się przejść na czerwonym świetle, zwiększa szansę, że inni czekający również złamią przepis. Może zachęcić do podobnej decyzji przez efekt naśladownictwa, może sprowokować interwencję policjanta, może wpłynąć na nastroje społeczne w danym miejscu czy wywołać dyskusję w mediach społecznościowych, jeśli sytuacja zostanie nagrana. W zależności od siły propagacji wpływu, konfiguracje innych punktach pola mogą zmieniać się nieznacznie bądź ulec istotnemu przemodelowaniu. Oczywiście wpływ jednostkowego przejścia na czerwonym świetle jest zwykle minimalny, ale już powszechne zachowanie tego rodzaju będzie miało wpływ na pole większe. Tym bardziej większe znaczenie dla prawa (czyli większe współczynniki propagacji) będzie miało zdarzenie np. o charakterze siły wyżej. Wybuch bomby atomowej, bez jakiejkolwiek zmiany normatywnej, w gwałtowny i potężny sposób zmieni prawie wszystkie tensory pola prawnego w całym państwie (nie tylko miejscu bezpośrednio dotkniętym wybuchem). Mimo braku zmiany przepisów o ruchu drogowym wątpliwe, by ktoś czekał na czerwonym świetle. Zmieniło się prawo.
Każde zachowanie w polu społecznym – czy to decyzja pieszego, reakcja osób stojących obok, ewentualna interwencja policjanta, czy nawet późniejsza decyzja sądu w razie sporu o mandat – jest elementem tego samego pola potencjalności, podlegającym własnemu tensorowi prawdopodobieństw. Decyzja policjanta, czy zareagować, czy udzielić upomnienia, czy wystawić mandat, czy zignorować wykroczenie, również stanowi redukcję jednego z możliwych rozstrzygnięć i wpływa na rozkład szans w przyszłości – na przykład zwiększając prawdopodobieństwo, że podobne wykroczenie zostanie w przyszłości zauważone lub, przeciwnie, zbagatelizowane.
Świadomość tego, czym jest prawo, pozwala opisać instytucje czy konstrukcje prawne. Od razu widać, że skoro samo prawo jest jedynie rozkładem prawdopodobieństwa, to i pojęcia, konstrukcje wynikające z tego pola potencjalności muszą mieć charakter probabilistyczny. Nie istnieje jedna „prawidłowa” odpowiedź na pytania o zakres i znaczenie nawet rudymentarnych z pozoru pojęć, jak podmiotowości, własności, odpowiedzialności czy autonomia.
Spójrzmy na fundamentalne zagadnienie podmiotowości. Klasyczna dogmatyka prawna przez stulecia operowała ostrym, binarnym podziałem: podmiot–nie-podmiot, osoba–rzecz. Ta dychotomia była narzędziem porządkującym rzeczywistość prawną i społeczną, ale coraz mniej przystaje do świata, w którym granice pomiędzy tym, co „osobowe”, a tym, co „rzeczowe”, stają się płynne i negocjowalne. Pewne nieśmiałe próby uchwycenia tej płynności napotykają nieprzezwyciężalne trudności w ramach wcześniej rozważanych ontologii. Tymczasem podmiotowość nie jest właściwością przypisaną raz na zawsze do jednej kategorii bytów, lecz jest tylko rozkładem prawdopodobieństwa uznania określonego bytu za podmiot w danym kontekście i czasie. Inaczej mówiąc, pytanie: „czy X jest podmiotem prawa?” nie ma jednej absolutnej odpowiedzi – w każdej sytuacji tensor potencjalności układa się inaczej, dając większą lub mniejszą szansę na aktualizację decyzji „tak” lub „nie”.
Jeśli analizujemy sytuację człowieka w klasycznym, niebudzącym wątpliwości kontekście prawnym, prawdopodobieństwo uznania podmiotowości zbliża się do jedności – niemal zawsze i wszędzie człowiek będzie podmiotem praw i obowiązków. Z drugiej strony, gdy rozważamy sytuację zwykłego przedmiotu (np. kamienia), prawdopodobieństwo zbliża się do zera – szansa na uznanie go za podmiot prawa jest praktycznie żadna. Jednak świat społeczny i technologiczny pełen jest sytuacji pośrednich, coraz bardziej widocznych wraz z rozwojem nauki, technologii i zmieniającą się wrażliwością etyczną. Weźmy na przykład zwierzęta: w różnych porządkach prawnych i różnych kontekstach ich podmiotowość prawna układa się bardzo różnie. W przypadku niektórych ssaków – jak delfiny, małpy czy słonie oraz domowe psy i koty – obserwujemy wyraźny wzrost tensorów prawdopodobieństwa uznania ich za podmioty prawne. W przypadku zwierząt gospodarskich, ptaków czy bezkręgowców prawdopodobieństwo to jest dużo niższe, ale nie równe zeru – zmienia się pod wpływem ewolucji norm społecznych, kampanii społecznych i orzeczeń sądowych. Jeszcze bardziej widoczne jest to na przykładzie bytów sztucznych, takich jak zaawansowana sztuczna inteligencja. Dylemat „czy AI może być podmiotem prawa?” rozwiązać należy się nie przez abstrakcyjne zasady, lecz przez analizę rozkładu potencjalności w konkretnych sytuacjach. Są konteksty, w których szansa uznania AI za podmiot prawa – na przykład w ramach odpowiedzialności za błędy systemów autonomicznych – rośnie (choć rzadko osiąga jedność), a w innych pozostaje znikoma. Jeszcze bardziej wielowymiarowe i dynamiczne są przypadki bytów ekologicznych: rzek, lasów, ekosystemów. W ostatnich dekadach coraz częściej dochodzi do prób uznania ich za „osoby prawne”, co w jednych jurysdykcjach kończy się sukcesem (na przykład przyznanie statusu osobowego rzece Ganges w Indiach czy rzece Whanganui w Nowej Zelandii), w innych – spotyka się z odmową. Rozkład szans takiego uznania zmienia się w zależności od argumentacji prawnej, nacisku społecznego, globalnych trendów ochrony środowiska, precedensów oraz innowacji legislacyjnych. Ten sam mechanizm odnosi się do nowych, hybrydowych bytów np. człowieka zintegrowanego z AI. W każdym przypadku pytanie o podmiotowość rozwiązuje się nie przez arbitralne „tak” lub „nie”, lecz przez rozkład szans na uznanie, który podlega dynamicznej zmianie wraz z ewolucją norm, wartości, praktyk i wydarzeń precedensowych. Rozpoznanie, że podmiotowość jest kwestią rozkładu szans, pozwala stworzyć modele podmiotowości wykraczającej poza ciało czy wielopostaciowej, adaptującej się do różnych poziomów cyborgizacji.
Przyjrzyjmy się teraz innemu rudymentarnemu pojęciu: umowie. W klasycznej teorii prawa czynność prawna pojmowana jest jako wyraz woli podmiotu prawa, wywołujący określone skutki prawne przewidziane przez normę. Umowa zaś to zgodne oświadczenia woli co najmniej dwóch stron, prowadzące do powstania, zmiany lub ustania stosunku prawnego. Tradycyjnie oba te pojęcia przedstawiano jako konstrukcje zero-jedynkowe: czynność albo wywołuje skutek prawny, albo nie; umowa jest ważna, albo jest nieważna. Jednak rzeczywistość społeczna, a tym bardziej współczesna praktyka prawna, znacznie wykraczają poza tę prostą dychotomię. W praktyce skutki czynności prawnej – oraz sama jej ważność, skuteczność, wykonalność czy interpretacja – są najczęściej rozłożone w czasie i zależne od splotu wielu okoliczności: intencji stron, formy, zgodności z normami, kontekstu społecznego, relacji władzy, obecności czy braku sporów, presji otoczenia czy nawet postępu technologicznego. Każda czynność prawna jest punktem w rozkładzie szans na aktualizację określonych skutków prawnych. W chwili dokonania czynności prawnej (na przykład zawarcia umowy), pole potencjalności rozkłada się na wiele możliwych scenariuszy: umowa może zostać wykonana zgodnie z pierwotnym zamiarem, może zostać zakwestionowana przez jedną ze stron, jej wykonanie może napotkać przeszkody prawne i faktyczne, może być unieważniona przez sąd itd. W sytuacji prostego zakupu w sklepie, gdzie strony są zgodne, a prawo nie stwarza szczególnych wymagań, szansa na bezproblemowe wykonanie umowy jest bardzo wysoka. W przypadkach bardziej złożonych – mniejsza. Wyegzekwowanie umowy nie zależy wyłącznie od przepisów, ale od wielu czynników, w tym sprawności całego państwa. Umowa zatem – jako zdarzenie w polu potencjalności - sama nabiera probabilistycznego charakteru: od momentu jej zawarcia, przez wykonanie, aż po potencjalne spory, renegocjacje, wygaśnięcie lub unieważnienie – w każdym momencie tensor prawdopodobieństwa opisuje, jak rozkładają się szanse na aktualizację poszczególnych stanów prawnych. Nowe technologie (na przykład smart contracts, AI jako strona umowy, blockchain) jeszcze bardziej zwiększają złożoność pola potencjalności, bo wprowadzają nowe czynniki wpływające na skuteczność, wykonalność, interpretację i egzekucję zobowiązań.
Dla przyszłości prawa – zwłaszcza prawa cyborgów i innych zjawisk radykalnie nowych – dostrzeżenie rzeczywistej ontologii prawa oznacza koniec marzeń o ostatecznych definicjach, pojęciach, instytucjach. Przyszłość należy do tych modeli i praktyk, które potrafią rozpoznawać rozkłady szans, antycypować skutki zmian tensorów pola, zarządzać propagacją wpływu i przyjmować elastyczne, otwarte postawy wobec nieuchronnej niepewności. Tak rozumiane prawo nie boi się hybrydowości, płynności i spektralności – przeciwnie, potrafi je rozpoznać, opisać i włączyć do własnej struktury.



