ISSN: 2657-800X
search
2020, t. 3, nr 1 (5), poz. 20
2020, Vol. 3, No. 1 (5), item. 20
2020-04-10
wyświetleń: 23 |
pobrań: 17 |

Adam Redzikschool

"Niechaj martwi ufają żywym". Wspomnienie adw. Stanisława Mikke – w 10. rocznicę śmierci

Artykuł poświęcony Stanisławowi Mikke, warszawskiemu adwokatowi zaangażowanemu w upamiętnieniu zbrodni katyńskiej, wiceprzewodniczącemu Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, redaktorowi „Palestry”, który zginął w katastrofie samolotowej w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 r. 

Pojęcia kluczowe: Stanisław Mikke, zbrodnia katyńska, katastrofa smoleńska
Na biurku w redakcji stało rodzinne zdjęcie z górami w tle, a na nim żona Bożena, córka Kasia i syn Włodek. Na ścianie, za plecami Redaktora, wisiał portret Marszałka Józefa Piłsudskiego. Olbrzymi stół w gabinecie w całości pokryty był teczkami ze zgłoszonymi propozycjami artykułów do „Palestry”, książkami i kserokopiami, które mogły stać się motywem kolejnego zeszytu, albo doprowadzić do realizacji jakiegoś przedsięwzięcia służącego upamiętnieniu tych, którzy odeszli.

Był niewątpliwie człowiekiem misji, a miał ich kilka. Być może najważniejszą była misja katyńska. Urodził się wszak i dorastał w cieniu Katynia, gdyż jego stryj, po którym otrzymał imię, stał się ofiarą Sowietów w czasie wojny. Od 1991 r. był uczestnikiem prac ekshumacyjnych w miejscach zbrodni, co potem opisał w wyjątkowej książce-reportażu („Śpij, Mężny” w Katyniu Charkowi i Miednoje). Po latach, w 1997 r. odbył podróż przez Rosję i dotarł do Kotłasu, gdzie w 1944 r. z wycieńczenia zmarł stryj Stanisław. Na drzewie umieścił tabliczkę: „Stanisław Mikke 1898–1944 / Opiekun wywiezionych Polaków / zamęczonych przez NKWD w Kotłasie / Niech się Polska przyśni Tobie”. Inną Jego misją było dbanie o morale i edukowanie adwokatów – zawsze z dumą podkreślał, że jest adwokatem. Był przekonany o etosie zawodu obrończego, dlatego dążył do upamiętnienia wybitnych adwokatów i tych spośród nich, którzy życie oddali za Ojczyznę.

Poznałem adwokata Stanisława Mikke w 2005 r. Do kwietnia 2010 r. wspólnie pracowaliśmy. W tym czasie miały miejsce liczne konferencje, spotkania, wystawy, odbyliśmy setki rozmów, udzielał cennych rad, konsultacji. Wiele z nich brzmi w pamięci do dzisiaj. Nad moim biurkiem wisi portret Marszałka Piłsudskiego – dar od Mecenasa Mikke i Jego Małżonki.

Rokrocznie latem Rodzina Mikke wyjeżdżała nad morze (początkowo do Helu, a potem do Jastarni) i do Zakopanego. Góry i Zakopane kochał wyjątkowo. Często opowiadał o dzieciach, ich zainteresowaniach. Wspominał, że gdy Kasia była maleńka on musiał wyjechać na ekshumacje do Katynia i innych miejsc zbrodni. Mówił jak się wtedy bał. Kilka miesięcy przed kwietniem 2010 r. dzielił się refleksjami z wyjątkowej wyprawy, którą odbył na prośbę jedenastoletniego syna. Otóż Włodek poprosił Go o wspólny wyjazd do KL Auschwitz. Pamiętam, jak przyszedł do redakcji i z nieskrywaną dumą podzielił się informacją, że nie zwlekając pojechali pociągiem do Oświęcimia.

Urodził się 11 września 1947 r. w Łodzi, w patriotycznej rodzinie Haliny z d. Bartnickiej (zm. 2009 r.) i Włodzimierza Mikke (zm. 1976 r.). Na chrzcie otrzymał imiona SStanislaw Wojciech. Wychowywał się w Częstochowie. W 1965 r. ukończył Liceum Ogólnokształcące im. Romualda Traugutta w Częstochowie, a następnie Wydział Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego (1965-1970). Potem odbył aplikację prokuratorską i w kwietniu 1972 r. zdał egzamin prokuratorski. Zawód prokuratora wykonywał do grudnia 1981 r. Początkowo był asesorem Prokuratury Powiatowej w Grójcu, potem podprokuratorem i wiceprokuratorem w Prokuraturze Rejonowej w Pruszkowie, a od 1978 r. podprokuratorem Prokuratury Wojewódzkiej w Warszawie. W 1978 r. zachorował na gruźlicę. Wiele miesięcy spędził w szpitalu. W tym czasie odwiedzał Go cioteczny brat i mistrz Władysław Lech Terlecki, który zachęcił krewnego do pisania. Rehabilitację odbywał na delegacji w prokuraturze w Nowym Targu (do jesieni 1979 r.).  Tam powstała debiutancka powieść pt. Dopóki żyję, nie nadejdzie, która ukazała się w 1983 r. Na łamach „Życia Literackiego” zrecenzował ją krakowski pisarz i malarz Marek Sołtysik, który w przyszłości stał się przyjacielem adw. Mikke. Nota bene w tym samym numerze czasopisma Stanisław Mikke zamieścił opowiadanie pt. Słodkie cytryny. Weszło ono potem w skład zbioru opowiadań pod tym samym tytułem (1987 r.).

Recenzja debiutanckiej powieści Stanisława Mikke – „Życie Literackie” 1984, nr 29
W 1982 r. nakładem wydawnictwa MON w serii „z żółtym tygrysem” wydana została książka pt. Na ścieżkach pożogi (ss. 118), oparta na relacjach żołnierza września 1939 r. Krzysztofa Hofmana. Książkę poprzedza informacja: „Panu Stanisławowi W. Mikke dziękuję za pomoc w nadaniu moim wspomnieniom kształtu literackiego, Krzysztof Hofman”. W kolejnych latach wydał trzy kryminały pod pseudonimem Dominik Karo: Kwaśne pomarańcze (1985 r.), Skorpion czeka na mordercę (1989 r.) oraz Śmiertelna dawka szczęścia (1992 r.). Pseudonimu Dominik Karo używał też publikując na łamach „Detektywa”. W 1991 r. ukazał się zbiór dwudziestu sześciu felietonów kryminalnych pt. Spadek po bigamiście. Felietony powstały na podstawie prawdziwych wydarzeń z lat 1982-1989, ale zmieniono imiona i nazwiska osób.  W późniejszych latach używał także pseudonimu „Wacław Dowgiałło”. Miał wiele pomysłów na książki. Pisał opowiadania. Zamierzał napisać też książkę o zbrodni w Ponarach pod Wilnem, ale nie zdążył. Napisał natomiast znakomitą książkę o zabroni katyńskiej – Śpij, mężny… w Katyniu, Charkowie i Miednoje.

Warto odnotować, że był aktywnym uczestnikiem słynnych niegdyś „Sympozjów Metodologii Kryminalistyki i Nauk Pokrewnych”, organizowanych od końca lat 70. w Chęcinach m.in. przez profesorów Tadeusza Widłę i Jana Widackiego. Przyjaźnił się z Krzysztofem  Piesiewiczem i Krzysztofem Kieślowskim, będąc konsultantem ich filmów, w tym Krótkiego filmu o zabijaniu.   

W 1980 r. prokurator Mikke był jednym z badających katastrofę Iła-62, który rozbił się 14 marca 1980 r. w pobliżu Okęcia. Z dniem 1 grudnia 1981 r. Stanisław Mikke awansował na stanowisko wiceprokuratora Prokuratury Wojewódzkiej w Warszawie. 14 grudnia tr. (dzień po wprowadzeniu stanu wojennego) wezwany został do przełożonego, który zażądał, aby aresztował pisarza, publicystę i działacza opozycji Jana Józefa Lipskiego (1926-1991). Odmówił i więcej w pracy się nie pojawił. Niedługo później podjął pracę w „Gazecie Prawniczej”, gdzie współpracował ze Stanisławem Milewskim. W czerwcu 1985 r. złożył podanie do ORA w Warszawie wnioskując o wpis na listę adwokatów z prawem wykonywania zawodu w Warszawie. Rekomendacji udzielili Mu znani adwokaci Witold Bayer (żołnierz AK, więzień polityczny okresu stalinowskiego, a potem założyciel Ośrodka Badawczego Adwokatury) oraz Czesław Jaworski (późniejszy Prezes NRA), a także sędzia Sądu Wojewódzkiego Lech K. Paprzycki (potem Prezes Sądu Najwyższego). 5 grudnia 1985 r. wpisany został na listę adwokatów, a 12 lutego 1986 r. złożył ślubowanie. Praktykę wykonywał w Zespole Adwokackim, a od 1992 r. do śmierci w kancelarii indywidualnej.
Bardzo szybko Stanisław Mikke zyskał uznanie w środowisku adwokackim. Zaangażował się w pracę samorządu adwokackiego. Od 1992 r. do śmierci był członkiem ORA w Warszawie. W latach 1993 i 1995-2001 był rzecznikiem prasowym NRA, a w latach 1998-2010 przewodniczył Komisji Etyki NRA. Był wykładowcą na szkoleniach dla aplikantów, patronem kilkoro z nich.  

Najważniejszym polem działalności samorządowej adw. Mikke, które ukochał, było redagowanie „pisma Adwokatury Polskiej” – „Palestry”. W latach 1990-1992, w czasie gdy funkcję redaktora naczelnego pełnił adw. Czesław Jaworski, był zastępcą redaktora naczelnego. W lutym 1993 r. powołany został na stanowisko redaktora naczelnego i sprawował je do końca. W grudniu 2005 r. zaprosił niżej podpisanego do współpracy w dziele redagowania pisma. Dzięki adw. Mikke miesięcznik „Palestra” stał się jednym z najważniejszych i najlepiej rozpoznawanych czasopism prawniczych w Polsce. Był wtedy periodykiem szczególnym – naukowym i społeczno-kulturalnym oraz samorządowo-adwokackim. W „Palestrze” nie brakowało opracowań historyczno-prawnych i historycznych, ale i literatury pięknej, felietonów, relacji z działalności samorządu adwokackiego. Swoistą cechą miesięcznika były inspirowane sztuką, rocznicami, literaturą oraz bieżącymi wydarzeniami okładki, o które redaktor naczelny dbał, bo słusznie uważał, że okładka stanowi wizytówkę pisma, a do tego daje możliwość przekazania pewnych treści nie tylko słowem.  Gdy trafiłem do redakcji, moja rola nie polegała na wzmacnianiu części historycznej i historyczno-prawnej, bynajmniej. Starałem się wzmacniać cywilistyczną stronę czasopisma i temperować historyczne zamiłowania Mecenasa Mikke, choć znajdowaliśmy tu wspólny język.

Wiele trudów poświęcił upamiętnieniu zaangażowania adwokatów w służbie Ojczyźnie. Z Jego inspiracji doszło do wykonania kopii portretu adwokata i powstańca styczniowego, kilkukrotnego zesłańca Henryka Krajewskiego pędzla Jana Matejki. Owa znakomicie wykonana kopia znajduje się chyba do dzisiaj w gabinecie Prezesa NRA. Był inicjatorem i współautorem obelisku poświęconego adwokatom Powstańcom Warszawskim, który znajduje się w Ogrodzie Pamięci Muzeum Powstania Warszawskiego. Na Jego też wniosek w 2000 r. Prezydium NRA podjęło uchwałę o pośmiertnym przyznaniu odznaczenia „Adwokatura Zasłużonym” wszystkim adwokatom zamordowanym w ramach zbrodni katyńskiej wiosną 1940 r. Adwokatom zamordowanym przez Sowietów poświęcił specjalny zeszyt „Palestry” (nr 4 z 2000 r.). Dziesięć lat później, w przeddzień 10 kwietnia, z Jego inicjatywy i z Jego ogromnym zaangażowaniem przygotowaliśmy z panią Anną Grabowską wspomnianą wystawę plenerową „Adwokaci – Ofiary Katynia”. Dwa lata wcześniej zainicjował i współorganizował wystawę plenerową „Adwokaci Polscy Ojczyźnie”, której efektem jest dwujęzyczny album pod tym samym tytułem
(drugie wydanie w 2011 r.)
         
                              
Adw. Stanisław Mikke w czasie jednej z ekspedycji do dołów śmierci w miejscach zbrodni katyńskiej – w ręku trzyma czaszkę z kilkoma śladami po strzałach i plansza z wystawy „Adwokaci ofiary Katynia” (zdjęcie dłoni dziecka oficera zamordowanego w Katyniu wykonał S. Mikke)


Przywracał do pamięci zbiorowej wielkich zapomnianych. Po tym, jak pokazałem mu przedwojenną książeczkę Eugeniusza Małaczewskiego (1897-1922) pt. Koń na wzgórzu, tak się nią zachwycił (jak i, a może przede wszystkim, samym Małaczewskim), że dzięki pomocy Andrzeja Przewoźnika doprowadził do wyremontowania jego grobu na cmentarzu nowotarskim w Zakopanem oraz wydania utworów zebranych (Eugeniusz Małaczewski, Utwory zebrane, LTW 2008). Ten pisarz i poeta był skazany na zapomnienie w okresie PRL. W lutym 2010 r. adw. Mikke wspólnie z Synem Włodkiem umieścił przed dawną willą Sanato w Zakopanem, w której zmarł Eugeniusz Małaczewski, tablicę informacyjną. Przybił ją do drzewa, po czym wysłał nam SMS-a „Palce odmrożone, ale tablica przybita”. Wisi ona do dzisiaj, a Małaczewski – wcześniej pomijany w każdym przewodniku zakopiańskim, dzisiaj jest obecny. 
      
Tablica na drzewie przed dawnym sanatorium Sanato, w którym zmarł Eugeniusz Małaczewski oraz okładka albumu Adwokaci Polscy Ojczyźnie (red. S. Mikke, A. Redzik, 2008)
W piątek 9 kwietnia 2010 r. dokonywaliśmy ostatnich korekt w „Palestrze” chopinowskiej, do której załączyliśmy płytę z muzyką Chopina graną przez Ignacego Jana Paderewskiego. Przygotowywaliśmy ją długo. Wydaliśmy już po katastrofie.

                  
Okładka „Palestry” nr 3/2010- wraz z płytą utworów Chopina granych przez Paderewskiego
Tego samego dnia – 9 kwietnia – adw. Mikke odebrał z wydawnictwa pierwsze egzemplarze drugiego wydania swojej najważniejszej książki -  „Śpij, mężny...” w Katyniu, Charkowie i Miednoje...  Kilkadziesiąt egzemplarzy wziął ze sobą do samolotu i rozdał uczestnikom delegacji do Katynia... Jeden z egzemplarzy odnaleziony wśród szczątków na miejscu katastrofy trafił potem do Muzeum Adwokatury.

         
 W bólu po katastrofie – z potrzeby serca – powstała „czarna Palestra” (nr 4/2010) z okładką zaczerpniętą z książki „Śpij, mężny.”, zawierająca pisane chwilą, bardzo osobiste, emocjonalne wspomnienia osób bliskich, współpracowników, przyjaciół o czwórce adwokatów, którzy zginęli w katastrofie: adw. Joannie Agackiej-Indeckiej (Prezes NRA), adw. Jolancie Szymanek-Deresz, adw. Stanisławie Zającu oraz adw. Stanisławie Mikke.
W dniu pogrzebu adw. Stanisława Mikke, 26 kwietnia 2010 r. w Moskwie odbyła się konferencja, podczas której Zmarły miał wygłosić referat pt. O znaczeniu ekshumacji i mogił w pamięci o Ofiarach. Referat na konferencję przygotował znacznie wcześniej. Został on odczytany po rosyjsku... Uczestnicy wysłuchali słowa laureata Nagrody Nobla Güntera Grassa, które rozpoczynały referat – „milczenia Ofiar nie sposób nie słyszeć”. Jak relacjonowała uczestniczka, wszyscy słuchali w smutku i milczeniu o obowiązkach wobec ofiar: „Nie spojrzymy w oczy Ofiarom. Ale sobie patrzymy w oczy. I żebyśmy patrząc na siebie mogli zawsze mówić: Nie zawiedliśmy Ich. Z tego miejsca, w tym odmienionym mieście, w którym kiedyś podejmowane były straszne, okrutne i tajne decyzje, pragnę powtórzyć te słowa: NIECHAJ MARTWI UFAJĄ ŻYWYM”.

Na rocznicę śmierci udało się wydać niedokończony przez adw. Mikke wybór jego felietonów, esejów i innych tekstów zamieszczonych w „Palestrze”. Przedmowę napisał śp. adw. Czesław Jaworski. W zbiorze zamieściliśmy portret pędzla Marka Sołtysika. Okładkę zaprojektował Krzysztof Ciesielski. W księdze znalazło się też nigdy wcześniej niepublikowane, a dedykowane synowi Włodkowi, opowiadanie pt. Cień.

W tym samym roku nakładem Wydawnictwa LTW ukazało się trzecie wydanie książki – „Śpij, Mężny” w Katyniu, Charkowie i Miednoje, z przedmową Zbigniewa Brzezińskiego. Staraniem Małżonki – Bożeny Mikke – doszło potem do wydania tej wybitnej książki w wersji audio.


Lista zasług Stanisława Mikke dla środowiska adwokackiego i dla Polski jest bardzo długa. W okresie 1997-2001 był sędzią Trybunału Stanu, a w ostatnich latach angażował się w prace Komisji Bioetycznej przy Instytucie Kardiologii w Aninie. Za działalność na rzecz adwokatury odznaczony został w 1995 r. odznaką „Adwokatura Zasłużonym”, a pośmiertnie „Wielką Odznaką Adwokatura Zasłużonym”. Otrzymał też Krzyż Kawalerski Orderu Polonia Restituta oraz Złoty Medal Opiekuna Miejsc Pamięci. 16 kwietnia 2010 r. został pośmiertnie odznaczony Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Polonia Restituta. W 2011 r. uhonorowany został pośmiertnie nagrodą im. Edwarda J. Wende. W latach 2015–2016 na zlecenie NRA wyprodukowany został film dokumentalny o adwokacie Mikke pt. Śpij, Mężny, w reżyserii Rafała Geremka. Miał on premierę telewizyjną 16 kwietnia 2016 r. w TVP Historia. W 2016 r. Rada Miasta Warszawy podjęła uchwałę o nadaniu imienia Stanisława Mikke ulicy przy Sądzie Okręgowym na Mokotowie, prostopadłej do ul. Czerniakowskiej. Zastosowana w nazwie ulicy odmiana nazwiska nie spodobałaby się jej patronowi.


Wielu kolegów pisało i mówiło, że adwokat Stanisław Mikke był „sumieniem adwokatury”, inni dodawali, że był człowiekiem misji, idealistą, którego charakteryzowało też to, że w ludziach widział dobro. Tak zapamiętali Go najbliżsi, przyjaciele.

Powtarzał za swoim ulubionym poetą – „niechaj martwi ufają żywym”. Ufali mu, a On dbał aby pamięć trwała… W 2002 r. utworzył w redagowanym przez siebie czasopiśmie dział „Memori custodire”, którego celem uczynił, zgodnie z jego nazwą, zachowanie w pamięci ważnych wydarzeń oraz ludzi, którzy odeszli, a dokonali wiele dla Polski i dla innych.
Memoria custodire...


W 2011 r. w „Palestrze” został opublikowany wiersz adwokat-poetki Ewy Stawickiej stanowiący komentarz do fotografii chmur, którą znalazła się na okładce, a wykonana została przez adw. Mikke
z pokładu samolotu w czasie lotu do Pragi. 
TAM, PONAD NAMI

Tam, ponad nami, w obłokach-niebiosach
Jest takie okno, otwarte na życie.
Człowiek w nim staje przejrzysty jak rosa,
Którą go ziemia dotknęła o świcie.

Tam, ponad nami, teraz-wiekuisto
Sprawy są proste i nie bolą wcale.
Bo można przyjąć i darować wszystko,
Jeśli się widzi już, co było dalej.

Tam, ponad nami, kędyś-niedalecy
Trwają ci wszyscy, których wśród nas nie ma.
Żebyż tak jeszcze suche ciepło świecy
Umiało stopnieć w ufnym: „Do widzenia!”
              
Ewa Stawicka